Poleca:

Aweo.pl - skuteczne pozycjonowanie.



Polecane Strony:

gmsrecruitment.com - Praca lekarz
rydiger.pl - adwokat Kraków
tomaszkiewicz.org - Akt notarialny
rol-bud.net - remonty maszyn budowlanych
elitebox.pl - usługi kurierskie
Zapraszamy.
A A A

Wieczory Jesienne - Morawska Zuzanna

 

 

 

Dalszy ciąg panowania Zygmunta III. — Wojny. — Wodzowie.— Kozacy.



— Nie lubię, mamuniu, tego Zygmunta III. ozwała się Marynia, siadając obok matki.

— Ani ja, — dorzuciła Helenka, zajmując miejsce z drugiej strony.

— Moje kochane, tylko nie przerywajcie bo ja jestem bardzo ciekawy tych wojen, o których mama nam wczoraj wspomniała.

— I rzeczywiście, mój synu, wojny te są bard ciekawe. Najsmutniejsze to jednak,. żeśmy się niepotrzebnie w nie wplątali, a potem, przez niedołęstwo Zygmunta III, nie odnieśli z nich należytych korzyściAle chcąc opowiadać o tych wojnach, musimy pierwiej o sąsiadach pomówić.

Otóż w Rosyi, po śmierci Iwana Groźnego, rozpoczęły się rozruchy, podczas których zamordowano Dymitra, młodszego syna Iwana, a na tron został wyniesiony Borys Godunow. Tymczasem na dworze księcia Adama Wiśniowieckiego, jednego z naszych najznakomitszych panów, ukazał się jakiś Grzegorz Otrepiew który utrzymywał, że jest owym Dymitrem, cudownie od śmierci uratowanym. Wiśniowiecki, wraz ze swoim teściem Jerzym Mniszchem, wojewodą sandomirskim, zajęli się losem mniemanego Dymitra. Ten zaś obiecując jezuitom, że wraz z całym narodem przejdzie na katolicyzm, trafił do Zygmunta, który nieotrzymawszy pozwolenia od sejmu do popierania mniemanego carewicza, pozwolił Wiśniowieckiemu i Mniszchowi, aby go sami popierali. Mniszech więc, którego córkę Marynę Dymitr obiecał zaślubić i uczynić carową, zebrał w r. 1605 wielu sprzymierzeńców, i po śmierci cara Borysa Godunowa wprowadził na tron owego Dymitra, który w dziesięć miesięcy po koronacyi został przez powstańców zamordowany. Chciwa panowania Maryna, gdy się ukazał nowy jakiś samozwaniec, uznała go za męża i dopóty wojowała, dopominając się carstwa, dopóki wraz z synem nie zginęła w więzieniu. Gała ta jednak sprawa dużo nas kłopotu nabawiła. Panowie polscy na swoję rękę rozpoczęli tę wojnę, a potem kraj cały został w nią wplątany. Zygmunt III. bowiem nie pytając sejmu r. 1610 wyruszył pod Moskwę. Stanisław Żółkiewski, hetman wielki koronny, idąc na czele wojska świetne odnosił zwycięstwa; zdobył Smoleńsk, obiegł Moskwę, wziął cara Wasyla Szujskiego i jego brata do niewoli, słodem napozór wojna dobry dla nas obrót brała a nawet lud Moskwy, znękany ciągłemi rozruchami, wezwał na cara Władysława królewicza, za którego Żółkiewski wykonał przysięgę. Ale cóż, kiedy Zygmunt m wszystko popsuł, nie przysyłając ani posiłków, J królewicza. W rok dopiero wysłał Karola Ghodkiewicza, a nareszcie i sam z wojskiem pociągnął; ale wszystko już było zapóźno. Moskwa obrała sobie innego cara, a cała ta wojna prowadzona poświęceniem hetmana Żółkiewskiego i Karola Chodkiewicza, oraz vvodzów Strusia i Gosiewskiego, mogąca przynieść wielkie korzyści, przyniosła tylko niepospolite straty, pozostawiwszy smutne wspomnienie swawoli panów, i uporu Zygmunta III.

Najsmutniejsze zaś to, że wojsko naszę, odznaczające się dotąd w każdym boju rycerską szlachetnością, teraz rozprzężone, niepłatne, często odarte i głodne, gdy Zygmunt nie przysyłał należnych posiłków. rzuciło się na rabunek i zdobycz. Prócz tego jezuici tak gwałtem usiłowali rozszerzyć katolicyzm, że zniechęcony lud Moskwy powstał pod dowództwem mieszczanina z Niższego Nowogrodu Kuźmy Minina i księ cia Pożarskiego. Ci rozstrzygnęli losy tej wojny, zakończonej rozejmem w Dywilinie r. 1618, mocą którego Władysław zrzekł się tytułu cara, a Polska otrzymała ziemię Czernihowską, Siewierską i Smoleńską.

Już to ten Zygmunt wcale niedobrze sobie postępował, a kraj nasz uważał tylko jako dogodne miejsce, z którego mógł się dobijać o szwedzką koronę. Nie patrząc czy to będzie, zgodne z interesem narodu, potajemnie łączył się z Niemcami; a że to oni jaśnie wtedy prowadzili wojnę religijną, zwaną trzydziestoletnią, pozwolił Ferdynandowi II, cesarzowi niemeckiemu werbować sobie, to jest namawiać do swego wojska w naszym kraju żołnierzy i posłał mu pod dowództwem rotmistrza Lisowskiego 8000 Kozaków, Lisowczykami zwanych od imienia dowódcy. A tu myśmy sami potrzebowali jaknajwięcej rąk do obrony, bo oto od południa napadli nas Turcy i Tatarzy. Bronił im się dzielny nasz hetman Stanisław Żółkiewski, lecz kiedy roku 1620 przyszło do stanowczego starcia nad Prutem pod Cecorą, garstka widziona przez Żółkiewskiego, musiała ulec przeważnej tureckiej sile. Dzielny zaś nasz wódz, mówiąc: tam miejsce wodza, gdzie wojsko umiera, rzucił się na nieprzyjaciół i poległ wśród walki. Syn jego, synowiec, oraz Koniecpolski dostali się do niewoli, wraz z najpiękniejszem naszem rycerstwem.

Aż się serce kraje, wspomniawszy te krwawe dzieje i smutną potyczkę, w której stary i doświadczony wódz nie mógł powstrzymać rwącego się do walki rycerstwa. Wojsku zdawało się, że wódz niepotrzebnie zwleka rozpoczęcie boju; rzuciło się na nieprzyjaciół, nie czekając rozkazów. Ztąd ta straszna klęska, która nam zabrała najszlachetniejszego z ówczesnych ludzi.

Po Żółkiewskim objął dowództwo Karol Chodkiewicz; pokonał on Turków pod Chocimem, ale przed zwarciem pokoju umarł w Chocimie r. 1621.

I znowu byliśmy ubożsi o jednę głowę w radzie i o rękę w boju. A

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 46 Następna »